O wyborach słów kilka

Chociaż minęło już trochę czasu od ogłoszenia wyników wyborów prezydenckich to dopiero wczoraj wpadł mi w ręce popularny w niektórych kręgach tygodnik „Fakt” zawierający ich wyniki i podsumowanie. Starannie odwinąłem 3 pętka wiejskiej suszonej owiniętej wspomnianym magazynem i patrząc na zatłuszczone nieco oblicza dwóch najbardziej pachnących (kiełbasą) kwiatów polskiej polityki zacząłem radować serce i umysł wczytując się w to, co Panowie Redaktorzy zdecydowali się hojnie oświetlić jasnymi promykami swej niezgłębionej mądrości. Teraz, uzbrojony w fachową wiedzę, niczym Jarosław Kaczyński w Jacka Kurskiego, mogę pokusić się o parę słów profesjonalnego komentarza.

Dość nieoczekiwanie wygrał lepszy – według mnie – kandydat Bronisław Komorowski. Dlaczego lepszy? Choćby dlatego, że posiada wielkie poczucie humoru: co tylko usta otworzy, to wszyscy się śmieją. Zupełne przeciwieństwo jego kontrkandydata, który wraz ze swoim otoczeniem sprawia wrażenie, jakby reklamował silne środki na przeczyszczenie. Najedli się ich, popili wodą i teraz niech tylko spróbują się zaśmiać.

Na Bronisława Komorowskiego głosowało więcej mieszkańców miast, ludzi młodych i wykształconych. Elektorat Jarosława Kaczyńskiego jest z kolei bardziej konserwatywny i przeważnie starszy. Wniosek, który z tego wypływa, może być następujący: Polska Komorowskiego jest krajem bardziej przyjaznym dla młodych. A zadowoleni młodzi, którzy zarabiają coraz lepiej, więcej także wydają. Wówczas państwo jest bogatsze i – co za tym idzie – więcej też mają dla siebie ludzie starsi, emeryci i renciści.
Można też wysnuć zupełnie inny wniosek: wiadomo, że nikt z nas niezależnie od wieku nie będzie nigdy młodszy niż teraz. Większość natomiast będzie miała prawdopodobnie okazję być starszą lub nawet dużo starszą. Czy nie lepiej byłoby już zawczasu zagłosować na ugrupowanie, z którym ludzie starsi czują się pewniej i bezpieczniej, skoro i tak wszyscy dążymy z lepszym lub gorszym skutkiem do cichej przystani zwanej jesienią życia?

Dziarskim krokiem, maszerując niczym sławetny dziadek Donalda Tuska w pewnej zagranicznej organizacji wojskowej, wkraczamy w epokę Polski bez podziałów. „Teraz jest nasz prezydent i nasz rząd. Nareszcie pokażemy, co potrafimy” – mogą zakrzyknąć zwycięscy przywódcy ugrupowania, które jeszcze do niedawna nazywało się opozycją. Korwin Mikke powiedział ostatnio, że w drugiej turze wyborów zagłosuje na tego kandydata, który przedstawi lepszy program poskromienia swojej bandy złodziei. Nie wierzę niestety w wysokie kompetencje prezydenckiej twarzy bandy, która wygrała i mam nadzieję, że szajka ta będzie umiała poskromić się sama. Tak, aby zostało coś jeszcze do szabrowania dla ekipy która przyjdzie w kolejnej turze.

Tagi: , , ,